Skocz do zawartości

Prosimy o waszą pomoc! Wejdź i sprawdź *KLIK*

Myszaty

Opiekun Sieci
  • Zawartość

    2494
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane Dni

    19

Cała aktywność użytkownika Myszaty

  1. Witamy
  2. Wiadomość wygenerowana automatycznie. Temat został zamknięty, jeżeli się z tym nie zgadzasz raportuj ten post, a administracja rozpatrzy go ponownie.
  3. W Audi Design Center w Ingolstadt odbyła się światowa premiera drugiej generacji A7 Sportback. Luksusowy model o sportowej sylwetce wszedł na znacznie wyższy poziom. Audi nie zwalnia tempa. Niedawno ten niemiecki producent pokazał nową generację swojej flagowej limuzyny A8. Po serii samochodów koncepcyjnych pod nazwą prologue, to ona wyznacza aktualny kierunek stylistyki i stopień zaawansowania marki Audi, w którym podążą następne modele. Następnym w kolejności jest A7 Sportback. Audi A7 Sportback – sportowe i wygodne Nie oszukujmy się, design drugiej odsłony „A7-ki” można określić najwyżej jako ewolucyjny. Model zachował swoją charakterystyczną linię dachu łagodnie opadającą ku zwężającemu się tyłowi. Największą nowością są połączone ze sobą tylne światła, które będą wspólnym elementem stylistycznym wszystkich najwyższych modeli Audi. A7 Sportback bywa nazywane czterodrzwiowym coupe. Dzieje się tak ze względu na dynamiczny wygląd samochodu oraz dlatego, że powstał on, by konkurować z Mercedesem CLS, który jest sedanem. Model Audi to w rzeczywistości praktyczny liftback z tylną klapą unoszoną do góry razem z szybą, pojemnym bagażnikiem (535 l) i czteromiejscowym wnętrzem (na życzenie tylna kanapa może być w układzie 2+1). Audi A7 Sportback – pełna cyfryzacja Samochód, tak jak nowe A8, naszpikowano najnowszymi rozwiązaniami. Tradycyjne przyciski i pokrętła na desce rozdzielczej zastąpiono dwoma ekranami dotykowymi (górny ma przekątną 10,1 cala, dolny – 8,6). Na pokładzie może znajdować się jeszcze trzeci, ponad 12-calowy ekran (Audi virtual cockpit), który w atrakcyjny sposób zastępuje analogowe zegary. Ponadto najważniejsze informacje mogą być wyświetlane na przedniej szybie przed oczami kierowcy. Poziom rozbudowy systemu informacyjno-rozrywkowego i łączności jest równy, temu z nowego Audi A8. Audi A7 Sportback – wydajniejsze i bardziej komfortowe Do napędu posłużą trzylitrowe silniki V6 standardowo wyposażone w system „mild hybrid”. Jednostka alternator-rozrusznik współpracuje z akumulatorem litowo-jonowym. System skuteczniej odzyskuje energię powstającą wskutek hamowania, może obniżyć spalanie nawet o 0,7 l/100 km oraz pozwala gładko wyłączać i ponownie usmyramiać silnik spalinowy. Przy prędkości 55-160 km/h Audi A7 może „żeglować” z wyłączonym silnikiem. Poszerzono również możliwości systemu start/stop, który aktywuje się już przy 22 km/h. Nowe rozwiązania wprowadzono dzięki zastosowaniu pokładowej sieci elektrycznej o wyższym napięciu 48 V. Osoba decydująca się na nowe A7 może dostosować je do swoich preferencji. Do wyboru są aż cztery typy zawieszenia: standardowe ze stalowymi sprężynami, sportowe obniżone o 10 mm, zawieszenie z regulacją elektroniczną oraz samopoziomujące pneumatyczne. Dynamiczny układ kierowniczy działa na cztery koła. Powyżej 60 km/h tylne koła skręcają się w tym samym kierunku, co przednie (maks. o 5 stopni), polepszając stabilność jazdy w zakrętach. Przy niższych prędkościach tylne koła skręcają się w przeciwnym kierunku, zwiększając zwrotność blisko pięciometrowego samochodu w ruchu miejskim. Dynamikę jazdy można dodatkowo poprawić decydując się na sportowy mechanizm różnicowy, aktywnie rozdzielający moment obrotowy na tylnej osi. O jak najlepszą trakcję dba stały napęd quattro. Audi A7 Sportback – auto inteligentne Nowa generacja modelu zostanie wyposażona w najnowsze dostępne systemy wspierające lub nawet wyręczające kierowcę w pewnych sytuacjach. Dzięki nim Audi, tak jak Mercedes i BMW, potrafi samodzielnie zaparkować na miejscu postojowym lub w garażu oraz z niego wyjechać. Prowadzący kontroluje manewr poprzez aplikację na smartfonie. Pozostałe dwa pakiety systemów Audi AI mają za zadanie wspomagać kierowcę w mieście oraz w ruchu pozamiejskim. Nowe Audi A7 Sportback trafi do sprzedaży w pierwszym kwartale 2018 roku. http://moto.onet.pl/aktualnosci/nowe-audi-a7-sportback-cyfrowe-i-stylowe/snscjb
  4. Zasady plebiscytu: - Nie możesz głosować na samego siebie - Głosować możesz tylko raz - Jeżeli nie masz kandydata zostaw puste pole - Masz czas do 20.10.2017r Wzór: Forumowe: 1. Najlepszy Administrator (Właściciel, Admin Tech, Opiekun Sieci, Moderator,H@) miesiąca: 2. Największy spamer na forum miesiąca: 3. Najbardziej lubiana osoba na forum: 4. Najbardziej pomocny użytkownik: 5. Największy no-lifer: 6. Największa fajtłapa forum: 7. Najbardziej niedoceniany użytkownik: 8. Najbardziej pracowity użytkownik: 9. Największy pijak na sieci: 10. Najzabawniejsza osoba na forum: 11. Najlepszy obrazek na forum miesiąca: 12. Największy diss miesiąca: 13. Najlepszy członek BansTeam miesiąca: 14. Temat miesiąca: 15. Najbardziej pomysłowa osoba miesiąca: 16. Największy spamer sb miesiąca: 17. Największy leniwiec sieci: Serwerowe: 1. Najlepszy admin serwera miesiąca: 2. Najsurowszy admin serwera miesiąca: 3. Najbardziej wkurzający gracz: 4. Cziter miesiąca:
  5. Forumowe: 1. Najlepszy Administrator (Właściciel, Admin Tech, Opiekun Sieci, Moderator,H@) miesiąca: @_McHappy 2. Największy spamer na forum miesiąca: 3. Najbardziej lubiana osoba na forum: @ampriL 4. Najbardziej pomocny użytkownik: @_McHappy 5. Największy no-lifer: @Primo 6. Największa fajtłapa forum: @Dany. 7. Najbardziej niedoceniany użytkownik: 8. Najbardziej pracowity użytkownik: @_McHappy 9. Największy pijak na sieci: @|K4|Bum 10. Najzabawniejsza osoba na forum: @SkirlussS 11. Najlepszy obrazek na forum miesiąca: 12. Największy diss miesiąca: 13. Najlepszy członek BansTeam miesiąca: @Kodak 14. Temat miesiąca: 15. Najbardziej pomysłowa osoba miesiąca: @_McHappy 16. Największy spamer sb miesiąca: @Primo 17. Największy leniwiec sieci: @Mati. Serwerowe: 1. Najlepszy admin serwera miesiąca: @Ciastek 2. Najsurowszy admin serwera miesiąca: @Kyczu 3. Najbardziej wkurzający gracz: 4. Cziter miesiąca:
  6. Wiadomość wygenerowana automatycznie. Temat został zamknięty, jeżeli się z tym nie zgadzasz raportuj ten post, a administracja rozpatrzy go ponownie.
  7. 1. Jeżeli chodzi o pełen dystans spaceru to nie, ale czasami się zdarzyło, że jakiś odcinek liczyłem xd 2. 3. Jestem spokojny.
  8. Doskonale rozumiem marketingowe przytyki. Nie mam problemu z otwartą wzajemną krytyką. Mam jednak problem z ciosami poniżej pasa i odwetem na podobnym poziomie, gdzie stawką jest bezpieczeństwo nas wszystkich. Google wprowadził trzy lata temu bardzo kontrowersyjną politykę, jeśli chodzi o ujawnianie wykrytych błędów w zabezpieczeniach programów konkurencji. Gdy jakiś programista lub inny pracownik Google’a wykryje błąd w zabezpieczeniach jakiegoś programu – na przykład Windowsa, macOS-a, Worda, czegokolwiek – firma, jak dobry i przyjęty obyczaj nakazuje, niezwłocznie i w tajemnicy informuje twórców oprogramowania o problemie. Google daje programistom siedem dni na załatanie problemu i zapewnienie aktualizacji wadliwego oprogramowania. Następnie – i tu zaczynają się kontrowersje –po tych siedmiu dniach roboczych publikuje swoje znalezisko w Sieci, ze szczegółami na temat usterki. Google twierdzi, że to mobilizuje programistów, zwiększa transparentność i bezpieczeństwo. Zdaniem niektórych, to błędne podejście. Siedem dni na opracowanie rozwiązania, przetestowanie go i wprowadzenie do dystrybucji to bardzo mało czasu. A dla oprogramowania współpracującego z niezliczonymi kombinacjami innych programów i sprzętów – na przykład dla Windowsa – wyrobienie się w terminie siedmiu dni roboczych jest w zasadzie niemożliwe. Efektem tego jest więc narażanie użytkowników wadliwego oprogramowania na dodatkowe niebezpieczeństwo. Dopóki Google nie opublikuje szczegółów usterki, wiedzą o niej nieliczni. Po publikacji każdy obdarzony odpowiednimi umiejętnościami hakerskimi może ją wykorzystać do niecnych celów. Ta nieodpowiedzialna polityka wywołała poważny konflikt pomiędzy Microsoftem i Google’em. Sprowokowała wręcz Terry’ego Myersona – wiceprezesa działu Windows and Devices – do napisania otwartej, ostrej i zasłużonej krytyki firmy Google. To już nie jest rywalizacja. To cios poniżej pasa i narażanie tysięcy lub milionów użytkowników na niebezpieczeństwo. Post pana Myersona to prawidłowa reakcja. To, co Microsoft zrobił później – o czym dowiadujemy się dziś – jest co najmniej małostkowe. A przede wszystkim strasznie głupie. A teraz czytajcie uważnie, bo nie uwierzycie. Microsoft powołał specjalną grupę, której jedynym celem było znalezienie usterek w zabezpieczeniach przeglądarki Chrome. Co więcej, właśnie się tym pochwalił! Nie, nie żartuję. Ale czytajcie dalej. Każde skomplikowane oprogramowanie jest dziurawe, tego nie da się uniknąć. W końcu więc tym pracownikom Microsoftu udało się znaleźć usterkę w przeglądarce Google’a. Firma poinformowała twórców Chrome’a o problemie. Co wydarzyło się potem? Google popełnił błąd we wdrażaniu poprawki. Na trzy dni przed wprowadzeniem aktualizacji umieścił kod poprawki w publicznym repozytorium. To oznaczało, że czujni cyberprzestępcy mieli trzy dni na swoje złowrogie działania przeciwko milionom użytkownikom Chrome’a. Co robi odpowiedzialna firma? Niezwłocznie dzwoni do kogoś w Google i mówi „czy was porąbało? zdejmijcie to natychmiast!” Co zrobił Microsoft? Napisał o tym wielki artykuł, opisujący dokładnie usterkę i poradę, że można monitorować GitHuba by znaleźć szczegóły niezałatanych problemów w Chrome. Och, Google, takie niebezpieczne, ma dziury, popełnia błędy i w ogóle. Na Trygława i Swaroga… serio?! Wojna małostkowych korporacji. Google nieraz i nie dwa wykazał się brakiem odpowiedzialności jeśli chodzi o bezpieczeństwo swoich klientów. Microsoft, jako firma chcąca szczycić się znacznie lepszymi standardami, nie powinna zniżać się do poziomu rywala. Luki w zabezpieczeniach przy tak wysokiej złożoności oprogramowania i jego ciągłej ekspozycji na łączność sieciową będą znajdowane zawsze i wszędzie, w oprogramowaniu każdego producenta. Kapitałem Microsoftu od paru lat jest jego odmieniona i chwalona przez ekspertów na całym świecie polityka cyberbezpieczeństwa. Firma teraz zbiera tego owoce i nie musi zachowywać się w tak infantylny sposób. Tymczasem obie firmy zamieniły tak poważny temat jakim jest cyberbezpieczeństwo w operę mydlaną. Której nie da się oglądać. https://www.spidersweb.pl/2017/10/microsoft-chrome-luka.html
  9. Jest Petarda
  10. Już niebawem flagowe smartfony Samsunga będą oficjalnie odpalały Linuksa. Już teraz odpalają one linuksowy kernel, chodzi tu jednak o kompletny linuksowy system z narzędziami GNU i serwerem grafiki zgodnym z X11. Dotyczyć to ma modeli Note 8, Galaxy S8 i Galaxy S8+, dla których Koreańczycy przygotowują aplikację o nazwie Linux on Galaxy. Wraz z premierą Galaxy S8, Samsung zaprezentował mobilną stację dokującą DeX Station (Desktop eXperience), pozwalającą spiąć smartfon z klawiaturą, myszą i monitorem. Działa to oczywiście pod kontrolą Androida, tyle że z rozszerzeniami pozwalającymi wygodnie korzystać z mobilnych aplikacji w trybie desktopowym. Jest rozwiązaniem zarówno dopracowanym, jak i (dzisiaj) przystępnym cenowo – można już Samsung DeX kupić za około 400 zł. W kwietniu pisaliśmy o DeX, gdy urządzenie to kosztowało dwa razy tyle, a i sam Galaxy S8 był znacznie droższy. W nowych cenach taki zestaw stanowi już jednak rozwiązanie coraz bardziej interesujące… tym bardziej, że przestaje ograniczać się do Androida. Na smarfonach Galaxy S8 wpiętych do DeX będzie można odpalić pełnowymiarowe linuksowe dystrybucje dla architektur ARM. Przygotowywana w tym celu aplikacja Linux on Galaxy to najwyraźniej jakieś rozwiązanie konteneryzacyjne – Samsung wyjaśnia, że linuksowe dystrybucje będą używały tego samego kernela co Android.Głównym odbiorcą tego rozwiązania mają być programiści, którzy zyskają w ten sposób możliwość odpalenia na swoich smartfonach normalnych desktopowych narzędzi deweloperskich. Kto wie, może nawet dzięki temu w przyszłości pisać się będzie aplikacje na smartfony na smartfonach? Zainteresować DeX mają się też gracze. Może smartfon to nie gamingowe monstrum z Core i9 oraz kartą GeForce 1080Ti, ale po podpięciu go do stacji dokującej, możliwe stanie się granie w desktopowym formacie w wiele gier – wśród nich wymieniono Vainglory, Survival Arena, BombSquad i Lineage 2 Revolution. Dodatkowo wizualne efekty w coraz większej liczbie mobilnych gier wchodzą na nowy poziom, dzięki wykorzystaniu możliwości interfejsu grafiki Vulkan. Pierwszą taką grą, korzystającą zarówno z możliwości DeX jak i Vulkana, jest Final Fantasy XV słynnego studia Square Enix. https://www.dobreprogramy.pl/Linux-on-Galaxy-na-flagowcach-Samsunga-rusza-pelne-linuksowe-dystrybucje,News,83778.html
  11. 2460
  12. Wiadomość wygenerowana automatycznie. Twoja prośba o odbanowanie została odrzucona! Jeśli nie zgadzasz się z tą decyzją, raportuj ten post, a administracja rozpatrzy go ponownie.
  13. NASA oficjalnie potwierdziła istnienie Planety X. Naukowcy przyznali, że obserwacje skrajów naszego systemu planetarnego potwierdzają istnienie dużego obiektu, którego do tej pory nie zaobserwowaliśmy. Jednocześnie oświadczono stanowczo, że w związku z tym odkryciem Ziemi absolutnie nic nie grozi. stnienie dużego, niewidocznego dla nas źródła grawitacji do niedawna było uważane za nieprawdopodobne. Teraz mało który astronom się z tego śmieje. Wyliczenia matematyczne wskazują, że jakaś poważna siła oddziałuje nie tylko na tak zwane obiekty transneptunowe, czyli planetoidy znajdujące się za orbitą Neptuna, ale również na orbity niektórych planet, a nawet na cały Układ Słoneczny. Jak nauce mogło coś takiego umknąć? Eksperci sugerują, że jest to na tyle duży obiekt, że jego masa powoduje, iż porusza się cały układ Słoneczny. Co więcej, niektórzy z nich twierdzą, że kiedyś ta tajemnicza planeta może nawet zniszczyć nasz system. Specjaliści z NASA zaznaczają, że to, o czym mówią nie zdarzy się za naszego życia i nie jest to również dowód na istnienie żadnej mitycznej Nibiru, której nadejścia od dziesięcioleci oczekują niektórzy ludzie. Potwierdzono tym samym, że istnienie dodatkowej planety w tak wielkiej odległości nie stwarza jakiegokolwiek zagrożenia dla naszej planety. Pojawiający się co jakiś czas szarlatani zapewniający, że posiedli tajemniczą wiedzę na podstawie zupełnie dziwacznych źródeł, przekonują, że jakaś planeta już wkrótce spowoduje zagładę na Ziemi. Tych rewelacji NASA oczywiście nie potwierdza, mówiąc wprost, że są to totalne bzdury. Jest, ale nikt jej nie widział Tajemniczej planety nikt jednak jeszcze nie zaobserwował. Astrofizyk Konstantin Batygin z uczelni Caltech w Pasadenie w Kalifornii, twierdzi, że jeśli odrzucimy możliwość istnienia dodatkowej planety, spowoduje to więcej trudnych do wyjaśnienia anomalii, niż przyjęcie, że może ona istnieć. Jego zdaniem obiekt ten jest przynajmniej dziesięciokrotnie większy od Ziemi i znajduje się dwadzieścia razy dalej od Słońca niż nasza planeta. Przypomina to trochę przypadek z bozonem cec***ącym Higgsa, zwanym też boską cząsteczką. W tym przypadku fizycy wiedzieli, że coś takiego musi istnieć, bo mieli problem z nieskończoną masą. W przypadku Planety X astrofizycy są pewni, że coś o dużej grawitacji tam występuje, ale jeszcze tego nie zaobserwowano. http://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/informacje/news-nasa-przyznaje-ze-planeta-x-rzeczywiscie-istnieje,nId,2453930
  14. 2458
  15. Wiadomość wygenerowana automatycznie. Twoja prośba o odbanowanie została rozpatrzona pozytywnie! Jeśli się z tym nie zgadzasz, raportuj ten post, a administracja rozpatrzy go ponownie.
  16. To, że gracz ma STEAM i brak banów na stronach typu BL, nie oznacza, że jest czysty i wszystkie jego akcje są "skillowe", szczególnie, gdy jego konto ma zaledwie parę miesięcy. Autor tematu nie podaj IP/SID ale raczej chodziło o tego SIDa "STEAM_0:0:205506400". Czekamy na sprawdzenie demka, sam w wolnej chwili spojrzę jak będą jakieś wątpliwości.
  17. Hmm ?
  18. Grupa cyberprzestępców wykradła z Microsoftu bazę zawierającą informacje o wykrytych, ale niezałatanych lukach. Incydent wyszedł na jaw dopiero kilka lat po fakcie. Rzuca jednak nowe światło na serię groźnych włamań. Agencja Reutera twierdzi, że w 2013 roku grupa cyberprzestępców włamała się do Microsoftu. Wykradła stamtąd listę wykrytych, ale jeszcze niezałatanych dziur w Windows i innych produktach. Dziennikarze Reutera wyjaśniają, że Microsoft nigdy nie opublikował szczegółowych informacji o incydencie, odmówił też skomentowania sprawy. Agencje przypominają dość tajemnicze oświadczenie opublikowane przez giganta z Redmond w 2013 "Podobnie jak Facebook i apple Microsoft może potwierdzić, że doświadczył ostatnio podobnych problemów z bezpieczeństwem." Zaufana Trzecia Strona przypomina, że w tamtym okresie grupa cyberprzestępców faktycznie dokonała serii włamań do ok. 40 firm, w tym Apple, Facebooka, Twittera. Za włamaniem do Microsoftu może więc stać grupa Wild Neutron wiązana z najpoważniejszymi włamaniami, które miały miejsce w tamtym czasie. Przestępcy włamywali się też do kancelarii prawniczych, korporacji, firm związanych ze zdrowiem ale i indywidualnych użytkowników - ustalili specjaliści z Kaspersky Lab. Kradzież opisało dziennikarzom Reutera pięcioro pracowników znających szczegóły. Wiadomo, że baza zawierająca listę luk znajdowała się w komputerze odłączonym od internetu. Dostępu do niej broniło jedynie hasło. "Wild Neutron to grupa dość wszechstronna i posiadająca spore umiejętności. Działając od 2011 r., wykorzystała co najmniej jednego exploita zero-day, zindywidualizowane szkodliwe oprogramowanie oraz narzędzia dla systemów Windows oraz OS X. Chociaż w przeszłości zaatakowała niektóre z najbardziej znanych firm na świecie, udało jej się nie ściągnąć na siebie zbyt wielkiej uwagi dzięki solidnemu maskowaniu swoich działań, co uniemożliwiło większość prób identyfikacji. Ataki na znaczące firmy IT, twórców oprogramowania spyware (FlexiSPY), fora dżihadystów (Ansar Al-Mujahideen English Forum) oraz firmy oparte na kryptowalucie Bitcoin świadczą o elastycznym, a jednocześnie nieprzeciętnym sposobie myślenia i zainteresowaniach." - wyjaśnia Costin Raiu, dyrektor Globalnego zespołu ds. badań i analiz z Kaspersky Lab (GReAT). Microsoft twierdzi, że po wykryciu ataku na bazę przyspieszył pracę nad łatami. Zapewnia też, że nie ma informacji, by ktokolwiek wykorzystał informacje zdobyte w kradzieży. Informatorzy Reutera twierdzą jednak, że informacje zdobyte poprzez włamanie i tak mogły zostać wykorzystane przez przestępców do tworzenia doskonalszych narzędzi inwigilujących komputery. Możliwe też, że przestępcy jednak wykorzystali wykryte dziury do ataków, tylko Microsoft nie zdołał tego wykryć (chociażby analizując zrzuty pamięci komputerów). Tego typu ataki mogą przynieść nieoczekiwane konsekwencje dla użytkownika. Najlepszym dowodem na to jest wirus WannaCry, który zainfekował kilkaset tysięcy komputerów. Powstał na bazie kodu wykradzionego amerykańskiej agencji wywiadowczej NSA. Oświadczenie firmy Microsoft W odpowiedzi na naszą prośbę o komentarz Microsoft przesłał następujące stanowisko: "W lutym 2013 r. komentowaliśmy wykrycie złośliwego oprogramowania (typu malware) podobnego do tego, które zostało wówczas znalezione i zgłaszane przez inne firmy. Rzecz dotyczyła niewielkiej liczby komputerów, w tym także tych, znajdujących się w naszej firmie. Nasze dochodzenie nie wykazało żadnych dowodów kradzieży oraz używania danych do przeprowadzania kolejnych ataków." http://next.gazeta.pl/next/7,151243,22528095,ktos-wykradl-z-microsoftu-baze-niezalatanych-dziur-zaatakowano.html
  19. Wprawdzie wcześniej można było za pomocą Google Maps zajrzeć do wnętrza Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale kosmiczna wędrówka dopiero teraz ma więcej sensu. Możemy z bliska oglądać planety i ich księżyce. Funkcja “Kosmos” w Google Maps pozwala nam przyjrzeć się planetom Układu Słonecznego. Niestety nie wszystkim, bo zabrakło np. Jowisza czy Saturna, ale i tak nie ma co narzekać. Jest 17 obiektów, w skład których wchodzą nie tylko planety, ale i księżyce. Możemy spojrzeć na obiekty z każdej strony i zobaczyć, jak wyglądają z bliska. Co najciekawsze, na mapie znalazły się miejsca oraz nazwy kraterów czy innych charakterystycznych lokacji. https://tech.wp.pl/ziemia-to-za-malo-google-maps-jest-juz-w-kosmosie-6178114970769025a
  20. 2456
  21. Głosowanie zostanie zamknięte 25.10.2017r.

O nas:

Cs-Zn.pl jest siecią tworzoną z pasją i zaangażowaniem. Na naszych serwerach posiadamy unikalne pluginy co sprawia, że nasze serwery są jedyne w swoim rodzaju. Istniejemy dla was już od 28 czerwca 2016 roku i oby jak najdłużej! Gdyby nie użytkownicy i gracze sieć dawno by już nie istniała. Dziękujemy!

Smiley face
×